Dzień z Gravitem przy zbiorze kukurydzy na kiszonkę.

24 sierpnia 2017

 

Obcowanie z naturą, zapach grilla, towarzystwo kumpli, wieczorna rozmowa przy piwie i spanie w kempingu – można pomyśleć, że to kilka składowych udanego wakacyjnego wypoczynku… Czy oby na pewno? Nie do końca…
Podczas zeszłorocznych żniw kukurydzianych, towarzyszyłem kolegom z serwisu w naszej firmie podczas usług koszenia kukurydzy, a wspomniany na początku obrazek jest tym najmilszym, który pozostał mi w pamięci po wyjątkowo ciężkim dniu pracy. Zobaczcie, jak wyglądają usługi koszenia kukurydzy w Gravicie od kuchni.

Środa, godz. 6:00 rano

     W kempingu ciepło – ponad 20 stopni. Głęboki sen i męskie chrapanie przerywa głośna krzykliwa melodia z jednego z telefonów. Po piątym z kolei budziku, pobudka. Gorąca herbata, ekspresowa jajecznica, poranna toaleta i szybkie wyjście na zewnątrz, a tam zderzenie z rzeczywistością – na dworze tylko 2 stopnie i szron, który pozostawił ślady po nocnym przymrozku.

    Dzień pracy zaczynamy od codziennej serwisowej obsługi maszyn. Królową maszyn jest samojezdna sieczkarnia John Deere. Czyszczenie maszyny i filtrów, sprawdzenie pasków, przegląd czujników i ogólna kontrola stanu maszyny. Wszystko wydaje się być w porządku, sieczkarnia może ruszyć do ciężkiej pracy. Gabaryty i ryk silnika robią wrażenie – moc 650 KM pozwoliłaby obdarować nią 10 miejskich samochodów. Pozostało tylko zatankowanie – umówiona na rano cysterna stawiła się punktualnie i w ciągu kilkudziesięciu minut zatankowała ponad 1800 litrów paliwa! Sieczkarnia to tylko początek, raptem 1000 litrów paliwa, a do „wykarmienia” są jeszcze dwa potężne ciągniki, ładowarka teleskopowa oraz samochód serwisowy.

    Punktualnie o 7 wyjeżdżamy z gospodarstwa naszego Klienta i cały zestaw maszyn kierujemy na pole z kukurydzą. Podróż mija szybko, ciągniki i sieczkarnia poruszają się ponad 50 km/h, co znacznie ułatwia transport między polami i gospodarstwem. Z kabiny sieczkarni wszystko wydaje się takie malutkie, a szerokość i wielkość maszyny sprawia, że mimowolnie samochody zjeżdżają z drogi, aby ułatwić przejazd kolumny maszyn.

    Pierwsze minuty koszenia nie pozwalają oswoić się z mocą i potęgą maszyny. Dwu, a momentami trzymetrowe łodygi kukurydzy w ilości tysięcy sztuk są koszone przez „potwora”, a następnie rozdrabniane na kukurydzianą sieczkę wyrzucaną pod ciśnieniem na przyczepę jadącego obok ciągnika. Jak mówi Mariusz, najbardziej doświadczony operator w Gravicie, cały sukces dobrego zakiszenia kukurydzy tkwi w jakości jej rozdrobnienia. Każde ziarenko z kolby powinno być nadgniecione tak, aby proces zakiszenia przebiegł właściwie. Ziarna nie mogą być zmiażdżone lub zmielone, ponieważ kiszonka się nie zakisi. Nasza ekipa twierdzi, że właśnie wysoka jakość koszenia, a także lata doświadczeń, pozwalają nam na wieloletnią współpracę z dużą grupą Klientów. To już dwudziesty rok, kiedy świadczymy usługi rolnicze. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy Mariusza - niczym pilot samolotu kontroluje w jednej chwili całe pole robocze. Jego uwaga jest skupiona nie tylko na prowadzeniu sieczkarni, ale także na odpowiednim kierowaniu rurą wysypową (tak aby sieczka trafiała idealnie do jadącej obok przyczepy), obserwowaniu przestrzeni zarówno przed jak i obok sieczkarni czy na obserwacji wskaźników m. in. obciążenia maszyny. Z każdą minutą dowiaduję się o koszeniu coraz więcej. To już 11 sezon Mariusza i trzecia sieczkarnia, którą operuje.

    Na dzisiaj mamy zaplanowane do skoszenia ok 20 ha i jeśli nie będzie niespodzianek, jutro na wieczór przeniesiemy się do sąsiedniej miejscowości oddalonej o 10 km.
Po 4 godzinach spędzonych w sieczkarni przesiadam się do jednego z ciągników. Zajmuje miejsce na fotelu pasażera ciągnika John Deere 6190 R, którego kierowcą jest Szymon. W ciągniku nadzwyczajnie czysto, komfortowo, przyjemnie gra muzyka, a zawieszona choineczka WanderBaum roznosi słodki zapach wanilii. Z zewnątrz ciągnik jest zupełnie inny, bo strumień kukurydzianej sieczki zanim trafił do przyczepy, hojnie go obsypał. To już 6 sezon Szymona w ramach usług koszenia kukurydzy. Szymon kieruje ciągnikiem z potężną przyczepą objętościową belgijskiej firmy JOSKIN. Jego zadaniem jest odbiór koszonej przez sieczkarnię kukurydzy. Na twarzy Szymona widzę skupienie - że to nie takie proste dostosować jazdę ciągnika do prędkości sieczkarni, tak aby nie ponosić strat w postaci rozsypanej poza przyczepę sieczki. W krótkim czasie nasza przyczepa (44 m3!) zapełnia się, a my kierujemy się do gospodarstwa naszego Klienta, aby sprawnie ją rozładować i z powrotem wrócić na pole. W drodze powrotnej, słyszymy jak przez CB radio Mariusz (wspomniany operator sieczkarni) popędza Szymona, aby jak najszybciej dotarł na pole i mógł kontynuować odbiór koszonej kukurydzy. Drugie śniadanie zjadane jest przez nas w tzw. międzyczasie – nie możemy sobie pozwolić nawet na 15 minutową przerwę – zakłóciłoby to pracę pozostałych.

    Z każdą chwilą, wyciągam kolejne wnioski. Cały proces koszenia musi być podporządkowany pracy sieczkarni, tak aby pracowała ona bez przestojów. Po zapełnieniu przyczepy jednego z ciągników, natychmiast musi podjechać drugi zestaw, aby sieczkarnia mogła dalej kosić.
    Druga część „spektaklu” odbywa się w gospodarstwie Klienta. Tutaj, na tzw. pryźmie w silosie pracuje ładowarka teleskopowa i kolejny 200 konny ciągnik. Średnio co pół godziny jest dowożona przez kierowców ciągników zielona sieczka. Tutaj następuje rozładunek i formowanie pryzmy. Jak się okazuje, istotne znaczenie dla jakości kiszonki ma sam proces formowania i ugniatania. Ładowarka Manitou napycha kolejne warstwy sieczki, a ciągnik nieustannie je ugniata, tak aby w zakiszanym sieczce było jak najmniej powietrza, a sama masa była jednolicie ugnieciona i zbita. Podobnie jak i na polu, tu też wszystko odbywa się pod dużą presją czasu, ponieważ regularnie dowożone są kolejne partie skoszonego na polu materiału.

    O godzinie 13 gospodarz, u którego kosimy zarządza przerwę. Wracamy do gospodarstwa, a żona Klienta zaprasza nas do nakrytego na tarasie stołu. Uśmiechnęło się do nas szczęście. Dzisiaj zjemy prawdziwy gorący obiad, a nie na szybko przygotowaną w kempingowej kuchni gorącą kiełbaskę. Koledzy opowiadają mi, że zdarzają się wciąż gospodarstwa, w których uświadczają jakże miłej polskiej gościnności. Gorąca zupa ogórkowa, a potem wielka taca chyba 100 ruskich pierogów w ekspresowym tempie znikają z talerzy. Po sycącym i rozleniwiającym obiedzie, gospodyni przynosi świeżo upieczoną pachnącą szarlotkę, która zwiastuje zakończenie przerwy. Chyba nie tylko mi chodzi po głowie poobiednia drzemka, lecz jej wizja jest tak odległa, jak ilość hektarów, które zostały nam jeszcze dzisiaj do skoszenia. Jesteśmy zaledwie na półmetku. Z powrotem ruszamy na pole i kontynuujemy koszenie. Niestety, zaczyna padać deszcz…

    W międzyczasie dowiaduję się o niespodziankach, które spotykały naszą ekipę w poprzednich latach – zahaczona sieczkarnią linia średniego napięcia, pęknięta opona i wywrócona przyczepa, bądź wciągnięcie przez sieczkarnie czegoś, co na pewno nie było kukurydzą. W tej pracy nie da się wszystkiego przewidzieć, a tym bardziej temu zapobiec. Zdarzały się dni, kiedy od rana do wieczora padał deszcz, wtedy maszyny wzajemnie się wyciągały z błotnych przeszkód, a wyciągnięcie zakopanego 35 tonowego zestawu, nie należy do najłatwiejszych zadań. Koledzy robią wszystko, aby prace szły zgodnie z wytyczonym i konsekwentnie realizowanym grafikiem, ale na pewne sytuacje wpływu nie mamy.
Czas mija szybko, do koszącej sieczkarni konsekwentnie podjeżdżają ciągniki z przyczepami, które po napełnieniu pędzą do gospodarstwa na rozładunek, aby za 30 minut znowu podjechać pod rurę sieczkarni. Nie wiadomo kiedy nastał wieczór, a niewinnie kropiący deszcz zamienił się w ulewę, która w połączeniu z blaskiem reflektorów, skutecznie utrudnia pracę.

    Po godz. 21 podejmujemy decyzję, że na dzisiaj koniec koszenia. Wracamy do gospodarstwa Klienta i po wieczornej szybkiej toalecie, namawiam chłopców na rozpalenie grilla pod zadaszeniem. Na twarzach wszystkich widać zmęczenie. Piwo smakuje zupełnie inaczej niż w barze. To dopiero 10 dzień kampanii kukurydzianej, przed nimi jeszcze jakiś miesiąc ciągłego koszenia. Przed 23 kładziemy się spać, rozmowy trwają bardzo krótko, po kilkunastu minutach słychać tylko krople deszczu spadające na dach kempingu.

    Jutro znowu pobudka przed szóstą…